Trendy a moda

fot. Łukasz Wierzbowski dla Biblioteka Ubrań

Miałyście kiedyś tak, że patrzyłyście np. na jeansowe dzwony swojej mamy i myślałyście, że to jest straszne i nigdy byście tego nie założyły? Albo oglądając bluzę w neonowe kolory pojawiała Wam się myśl w głowie, że nikt z odrobiną poczucia estetyki, by tego nie założył.. a potem minęło kilka lat i te ubrania zaczęły pojawiać się prawie w każdym magazynie dla kobiet i na sklepowych witrynach. Wasze ulubione piosenkarki pojawiały się w nich w teledyskach i inne gwiazdy, celebryci i Wasze koleżanki zaczęły nosić te ubrania i zaczęłyście twierdzić, że w sumie one nie są takie najgorsze. Hmm.. właściwie to nawet zaczęły Wam się podobać. Od tego momentu minęło kilka dni lub tygodni i nagle w Waszej szafie pojawiły się owe dzwony, a potem do nich dołączyła na półce w szafie bluza o dość jaskrawych kolorach. Jeśli zdarzyło Wam się przeżyć coś takiego, tzn. że doskonale wiecie, czym są trendy i jaki potrafią wywrzeć na nas wpływ oraz kierować naszym gustem. Mamy obecnie początek nowego roku i zaraz pojawi się lawina trendów w modzie na 2019 rok. Później cały otaczający nas świat będzie próbował nas przekonać, aż wreszcie większość pęknie i masowo zacznie chodzić w promowanych ubraniach. Ostatecznie ulice zaleją się kobietami w jeansowych dzwonach.

Pogoń za trendami

Wraz z rozpoczęciem nowego sezonu zaczyna się przegląd wzorów, fasonów i kolorów na najbliższą porę roku. I od tego momentu ciężko jest kupić, coś innego. Sieciówki są zalewane ubraniami, które zostały wybrane i uznane za najnowsze trendy. Osobiście uważam, że nie ma w tym nic złego, że są wyznaczane trendy i kierunki, bo to oczywiście powoduje zmianę i tworzenie czegoś nowego, poszukiwanie innowacji. Jest to zdecydowanie rozwojowe, ale w momencie kiedy dzieje się to w rozsądnym tempie. Wówczas mamy czas, aby stwierdzić, czy coś nam rzeczywiście zaczęło się podobać. I mamy również możliwość nacieszenia się i noszenia tego, co nas zachwyciło. I tak jeszcze do niedawna były dwa sezony: wiosna-lato i jesień-zima. A w obecnej chwili nowe trendy atakują nas, aż co 4 tygodnie. Nie jesteśmy w stanie nadążyć w takim tempie, a Ci którzy chcą, biorą udział w wyścigu, którego nie da się wygrać. To bardzo stresujące, bycie ciągle na bieżąco i kupowanie pod wpływem presji, tego co nowe. Większość ubrań, fasonów zaczyna być odtwórczych, bo przecież z kolei Ci, którzy tworzą te trendy też są pod presją. I tak oto w taki sposób tworzy się i napędza rynek mody i pogoń za trendami.

fot. Łukasz Wierzbowski dla Biblioteka Ubrań

Presja na bycie „modnym”

Presja otoczenia w zakresie mody jest dość odczuwalna. Poczucie bycia „modnym”, to nic innego jak silna chęć przynależności do społeczeństwa i potrzeba akceptacji. Też się kiedyś na to dawałam nabrać. Nosząc to, co dyktuje rynek, media i świat mody sieciowej czułam, że nie odstaję od innych, że łatwiej będę akceptowana wśród danej grupy ludzi. Jednak szybko się zorientowałam, że cena, jaką za to płacę jest wysoka i niewspółmierna do celu, który chciałam osiągnąć. Zakładając tzw. „modne ubrania” wydawałam na nie sporo pieniędzy, głównie w sieciówkach. Nie muszę chyba tłumaczyć, że ich jakość bardzo często była niska. Traciłam na to mnóstwo czasu i ciągle miałam poczucie, że źle wybrałam, że teraz już coś innego jest w trendach, a ja tego nie mam. Coś przegapiłam, coś mi umknęło albo „że cholera jasna akurat ten krój totalnie jest nie do mojej figury i co teraz? Chyba muszę coś ze sobą zrobić, żeby móc nosić te absurdalnie wąskie rurki!”. Nie ważne ile kupiłam, co i jakiej drogiej marki, zawsze czułam po chwili, że nie jestem na „bieżąco”, że inni byli pierwsi. I paradoksalnie nosząc, to co wszyscy wcale nie miałam poczucia, że „ha! O tak teraz to jestem modna i mam grupę też modnych przyjaciół i super życie!” Raczej czułam, że nie jestem sobą w tych ubraniach, że wyglądam dokładnie tak, jak wszyscy. Niektóre ubrania dalekie były od mojej spójności, poczucia estetyki i wartości, jakimi się kieruję. Zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, że chociażby kupowanie w sieciówkach, to nic innego, jak napędzanie biznesu, którego częścią nie chcę być. Zatem, jakie wybierać ubrania i co chcę wyrażać za ich pośrednictwem? Takie, które ja sama uznaję za modne, które mi się podobają, pasują do mojej sylwetki i są etyczne. Jestem fanką vintage i mam dużo ubrań po mojej mamie oraz własnych jeszcze z czasów liceum. Lubię je i dobrze się w nich czuję. Są wyjątkowe, bo kryją w sobie dużo wspomnień i dobrej energii. Nie nudzą mi się, bo pasują do mnie. Jeśli mam ochotę na nowy outfit lub chcę coś przetestować, to zaglądam oczywiście do niekończącej się szafy Biblioteki Ubrań. Po to ją właśnie stworzyłam, bo nikt z nas nie jest całkowicie wolny od potrzeby nowości i eksperymentowania i to jest ok. A jak się do czegoś przekonam lub wiem, że jest mi potrzebne na kilka sezonów, to staram się kupować w pierwszej kolejności od lokalnych projektantów i polskich producentów ubrań, dobrych marek, które budzą moje zaufanie, second hand’ach i vintage shop’ach, a w ostateczności w sieciówkach.

Co zatem z trendami?

No tak, zatem co z tym zrobić? Odciąć się całkowicie od trendów, uznać że mnie to nie interesuje? Hmm.. myślę, że istnieją tak radykalni ludzie, ale ja zawsze we wszystkim szukam równowagi, stąd moje zamiłowanie do zrównoważonej mody i sharing economy. One nie odcinają się całkowicie od trendów, tylko mówią, bądź modna w zgodzie ze sobą, z Twoim poczuciem estetyki i wartości. Moda zawsze była na pograniczu sztuki i często z nią romansuje, budzi emocje i zachwyt. Ale poczucie piękna moim zdaniem powinno pozostać w znacznej części sprawą indywidualną, a nie przymusem. Chciałabym, żebyście i Wy kupując, bądź wypożyczając ubrania z Biblioteki Ubrań kierowały się własnym, indywidualnym gustem i same sobie wyznaczały trendy.

Marta


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

NEWSLETTER

Chcesz więcej? Bądź na bierząco z nowościami modowymi
z naszej biblioteki ubrań.